Przejdź do głównej zawartości

Posty

Szczęśliwa trzynastka

Zajęło mi to trochę czasu, zanim zorientowałam się dlaczego właśnie teraz oglądam kolejny raz z rzędu L'Amour Fou . Tu po dziewięciu latach zamykamy naszą warszawską pracownię, a tam po nieodżałowanej śmierci YSL, Pierre Bergé sprzedaje dzieła sztuki i cenne obiekty, które gromadzili razem przez kilka dekad wspólnego życia. Choć okoliczności obu sytuacji są zupełnie różne, przeżycia mamy z Panem Bergé podobne, z tą różnicą, że on się do nich nie przyznaje. W czasie niekończących się retrospekcji na temat jego życia z YSL, zapewniał wielokrotnie, że nie wierzy ani we wspomnienia ani w duszę. Może czasem bywa trochę smutny, ale nigdy sentymentalny. L'Amour Fou to film, który opowiada historię YSL, jego związku z Pierrem Bergé, a przede wszystkim pokazuje sprzedaż ich wspólnej kolekcji. Lulu de la Falaise, przyjaciółka i wieloletnia współpracownica YSL, opisała ich burzliwy związek jako pełen 'beaucoup d'théâtre et drama'. Poza tym wiedli życie luksusowe, otoczeni f...

Frida w Nowym Jorku

Candy says: I've came to hate my body. What do you think I would see, if I could walk away from me? Lou Reed Część I W ostatnim czasie budziła się wcześnie rano. Słońce osłabione meksykańską zimą, świeciło jeszcze blado. Kwiaty na parapetach rosły gęsto. Ich wyrazistą zieleń, doświetlała biel marmurowego parapetu. Długo niezamiatana podłoga wewnętrznego dziedzińca chrzęściła piaskiem. Suchawe płatki kwiatów leżące na zimnej podłodze pod parapetem, przypominały o gniciu i końcu. Niebieskie kolory ścian, które zwykle dodawały jej siły, dzisiaj raczej przytłaczały, a ochra drzwi jakoś dziwnie kojarzyła się z potokiem krwi. Wysokie natężenie cierpienia demoralizuje tak samo mocno jak jego całkowity brak, pomyślała. W życiu potrzebujemy równowagi bo entropia natury to chaos w kumulację. Śmierci i wypadki chodzą parami, okresy pracy i bezruchu występują w zbitkach. Kiedy zarabiasz, to nie możesz przestać. Jak jesteś bezrobotnym to od pokoleń. Świat żyje od bieguna do bieguna, a cz...

Frida w Nowym Jorku

Część II Za balustradą rozciągał się widok na inne podobne do tego bloki, z szarym horyzontem w oddali. Niestety park widoczny był tylko z kuchni i głównej sypialni apartamentu. Na taras weszła dziewczyna, chyba pokojówka z kieliszkiem wina na okrągłej tacy. Odstawiła go grzecznie na białym stoliku i zniknęła za dużymi białymi drzwiami. Frida usiadła na wypłowiałej poduszce, oparła stopy o nogę stolika. Wzięła do ręki zimny kieliszek i łyknęła wina. Jego delikatna słodkość, osłabiona niską temperaturą, sprawiła Fridzie dużą przyjemność. Siedząc, zalana sierpniowym słońcem, usłyszała kroki stóp w mokasynach, a po chwili zobaczyła na tarasie Panią domu. Nie była szczególnie zaskoczona jej powściągliwym wyglądem: dopasowane, granatowe dżinsy, jedwabna koszulka w kolorze chińskiej bieli, duże ciemne okulary, świeżo zaczesane do tyłu, ciemne włosy średniej długości. Całkowity brak biżuterii. Słoik z chili con carne, który Frida zwykle ofiarowywała nowo poznanym meksykańskim z...

Brązowe światło

Mark zakończył właśnie swój spacer po Central Parku. Wychodząc na ulicę, rozmyślał o jego idiotycznym, prostokątnym kształcie. Na rogu 5. Alei i 69. Wschodniej natknął się na Edmunda, dosyć specyficznego mężczyznę, wyposażonego w tubalny głos. Jego sylwetka przypominała tarpana – nie za dużego, korpulentnego konia. Tego dnia miał na sobie brązowo-czerwoną koszulę z krótkim rękawem. Przypadek? Pół roku temu introduced się do mieszkania na pierwszym piętrze budynku przy Wschodniej 69, w którym Rothko wynajmował pracownię. Wypada więc powiedzieć, że byli sąsiadami. Nigdy jednak nie urządzali wspólnych podwieczorków. Ich kontakty ograniczały się do krótkich spotkań na klatce schodowej tego niezbyt udanego bloku. Rothko jako jedyny wynajmował tu pracownię. Resztę lokali zamieszkiwali ludzie, których w większości przypadków nie znał. – Co za miłe spotkanie – zagaił Edmund. Miękkie słowa powitania zderzyły się z jego mocnym głosem. – Tak, rzeczywiście – odpowiedział zdawkowo Rothko. – W...

Historia kilku wcieleń. Vincent van Gogh

Wcielenie 01: Vincent van Gogh, 13/05/2014 Ta historia zaczyna się od wąsów – dziś symbolu hipsterstwa i kobiet, które czasem mają z nimi trudność. Z jednej strony są organiczne, a z drugiej nadają się na symbol. Może nie będą oceanem jungowskich głębin, a raczej rekwizytem, który przenosi w inny wymiar, zakrzywia rzeczywistość i zdumiewa. Nie wiem tylko czy to jest do końca zgodne z nauką kościoła?  Wąsy trzeba pielęgnować, czyścić regularnie z okruchów, śladów sosu i resztek zupy pomidorowej. Wyczesywać po kąpieli grzebykiem. Jeśli jest się wyjątkowo przeczulonym na ich wygląd, należy zakładać na noc bindę. Najgorsze w tym temacie są kobiety, które zostawiają swoje wąsy samopas. Ani ich nie depilują, ani ich nie pielęgnują. Wąsy im rosną w nieładzie, w różnych długościach, w różnych kolorach. Prawdziwa akceptacja niechcianego wąsa, polega na jego pielęgnacji. U taty wąsów nigdy nie widziałam. Mówił, że nie zapuszcza bo rosną mu ryże. Jak na razie największe wrażenie z...

Mięso mężczyzn jest lepsze

Diego Velázquez, Venus at her mirror, National Gallery – Kiedyś byłem zobsesjonowany Velázquezem, ale to był błąd. Wenus z lustrem już została namalowana. Ja tego nie robię. Ja robię koncentrację obrazu– powiedział jednym tchem Bacon. W 1980 roku odbywała się wystawa Francisa Bacona w Tate Gallery w Londynie. Dziennikarz London Weekend TV przeprowadzając z  nim  wywiad, zaczyna od slajdów w magazynie galerii. – O Jacksona Pollocka nigdy nie dbałem, kiedy jedna krowa (dziennikarka) zapytała mnie, co sądzę o jego malarstwie powiedziałem, że to wygląda jak kawałek starego sznurka. Nie mówiąc o depresyjnym Rothko. – Ingres musiał kochać kobiety, skoro tak ładnie malował ich mięso. Ja wolę mięso mężczyzn – zakończył Bacon. Francis Bacon z kolegą Kilka godzin później, w restauracji. – Call me Francis– zwrócił się do dziennikarza, a dolewając mu wina dodał: – Cheerio! Jego poziom przytomności umysłowej z pominięciem kilku stuporów i zawirowań wypowiedzi, utrzymywał s...

Duety do mety

Slim Aarons, Truman Capote in his Brooklyn Heights apartment, 1958. Mój pączusiu różowy, mój buddo nowojorski Fifko kryształowa, chcę cię poznawać i spijać mądrość z twych ust. Tylko nie wychodź ze swojego pokoiku. Pokój Trumana. Lubi kolor różowy, ma zacięcie do szczegółów, jest sentymentalny, nie znosi pustki w życiu. Bywa pamiętliwy, ale czasem wybacza potknięcia, zwłaszcza porcelanowym kotkom. W wywiadzie dla prasy lokalnej, Agent Provocateur zapowiedział śmiało, że cycki są fajne zwłaszcza jak falują na falach. Aj ja jaj. Natomiast te plastikowe i duże są najlepsze, zwłaszcza w środowisku wodnym. Inne na przykład zrobione z chleba rozmokłyby natychmiast. Z perspektywy tych kilku lat i z perspektywy różowego pokoiku Trumana, wiadomo, że twórca cycków się nie popisał.  Jego hipsterstwo i nonszalancję w artystycznym ujęciu kobiety, dziś ocenia się jako niezbyt rajcującą, a kolejne pokolenia celebrytów i rentierów z Monte Carlo, zawłaszczyło sobie ...